Dołącz do nas 

Unia Rdzennych Suwerenów

Pozostałe aktualności:

→Więcej aktualności

Korzenie w epoce algorytmów

24 października 2026

Żyjemy w czasach, w których odpowiedź na niemal każde pytanie wydaje się być na wyciągnięcie ręki. Wystarczy kilka słów wpisanych w wyszukiwarkę, rozmowa ze sztuczną inteligencją, dostęp do zasobów, których jeszcze kilkadziesiąt lat temu nie potrafilibyśmy sobie nawet wyobrazić. Wiedza krąży po świecie z prędkością, która zmienia nasze wyobrażenie o czasie, możliwościach i granicach ludzkiego poznania. Możemy uczyć się od ludzi żyjących na drugim końcu świata, zaglądać do bibliotek oddalonych o tysiące kilometrów, odkrywać zależności, których dostrzeżenie wymagało kiedyś pracy wielu pokoleń.

 

A jednak czasami zastanawiam się, czy w tym nieustannym poszerzaniu dostępu do wiedzy nie tracimy czegoś, co przez wieki było dla człowieka czymś zupełnie naturalnym. Bezpośredniego kontaktu ze światem. Uważności. Cierpliwości. Umiejętności obserwowania tego, co dzieje się wokół nas, bez potrzeby natychmiastowego nazywania, oceniania i szukania odpowiedzi.

 

Możemy dziś przeczytać niemal wszystko o lesie, a mimo to nie znać jego ciszy. Możemy poznać cykle rozwojowe roślin, a nie zauważyć, kiedy pierwsze pąki pojawiają się na drzewach rosnących za naszym oknem. Możemy dowiedzieć się, jak działa dźwięk, poznać jego częstotliwości i właściwości fizyczne, a jednocześnie nie poświęcić chwili na to, by naprawdę go usłyszeć. Jest przecież różnica między wiedzą o świecie a doświadczeniem świata. I choć jedno nie musi wykluczać drugiego, coraz częściej mam wrażenie, że zapominamy, jak ważne jest to drugie.

 

Być może właśnie dlatego warto dziś wrócić myślami do wiedzy naszych przodków. Nie po to, by idealizować przeszłość albo udawać, że dawniej wszystko było lepsze. Każda epoka miała swoje ograniczenia, a rozwój nauki i technologii przyniósł ludzkości możliwości, z których trudno byłoby rozsądnie zrezygnować. Chodzi raczej o to, by przyjrzeć się temu, co przez stulecia pozwalało ludziom rozumieć otaczający ich świat, odnajdywać w nim swoje miejsce i przekazywać doświadczenie kolejnym pokoleniom.

 

Wiedza nie zawsze miała postać książki. Czasami mieszkała w dłoniach człowieka, który potrafił rozpoznać odpowiednią wilgotność ziemi, przygotować glebę pod zasiew albo wybrać właściwy moment na zebranie plonów. Była w spojrzeniu kogoś, kto znał las na tyle dobrze, by dostrzec zmianę w jego rytmie. W umiejętności rozpoznawania roślin, naprawiania przedmiotów, budowania domu, przechowywania żywności i wykorzystywania tego, co dawała natura, bez traktowania jej jak zasobu, który nigdy się nie wyczerpie.

 

Była również w pieśniach, opowieściach, obrzędach i zwyczajach, które łączyły ludzi z miejscem, rodziną i wspólnotą. W wiedzy przekazywanej nie tylko poprzez słowa, ale przez wspólne działanie. Dziecko uczyło się, obserwując dorosłych. Poznawało świat, uczestnicząc w jego codzienności. Nie wszystko musiało zostać zapisane, aby mogło przetrwać. Czasami wystarczało, że ktoś pokazał drugiemu człowiekowi, jak coś zrobić, a ten miał czas, by spróbować, popełnić błąd i nauczyć się ponownie.

 

Dziś nazwalibyśmy to wiedzą praktyczną, edukacją międzypokoleniową albo uczeniem się przez doświadczenie. Ale przecież przez większą część historii ludzkości było to po prostu życie. Wiedza nie była czymś oddzielonym od codzienności. Nie znajdowała się wyłącznie w instytucjach, dokumentach czy specjalistycznych opracowaniach. Była obecna w sposobie przygotowywania posiłków, budowania relacji, troszczenia się o dzieci, rozpoznawania pór roku i współdziałania z innymi. Człowiek uczył się nie tylko tego, jak coś zrobić, ale również tego, dlaczego warto to robić właśnie w określony sposób. A przede wszystkim uczył się od innych ludzi.

 

Myślę, że to właśnie ten wymiar wiedzy jest szczególnie ważny w czasach, w których coraz więcej czynności możemy wykonywać samodzielnie, za pośrednictwem technologii. Możemy zdobywać informacje bez spotkania z drugim człowiekiem. Możemy uczestniczyć w zajęciach bez wychodzenia z domu, zamawiać produkty bez rozmowy ze sprzedawcą, poznawać cudze poglądy bez rzeczywistego spotkania z ich autorami. Wiele z tych możliwości jest niezwykle użytecznych. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy wygoda stopniowo zastępuje nam doświadczenie, a dostęp do informacji zaczynamy utożsamiać z rozumieniem.

 

Człowiek uczy się nie tylko z tego, co słyszy i czyta. Uczy się również z obecności innych ludzi, z obserwowania ich zachowań, ze wspólnej pracy, z konfliktów, z pojednania, z dotyku, ruchu i ciszy. Uczy się, kiedy ktoś poświęca mu czas, kiedy może zadać pytanie i nie otrzymuje natychmiastowej odpowiedzi, ale zostaje zaproszony do samodzielnego poszukiwania. Uczy się także wtedy, gdy może doświadczyć skutków własnych decyzji i zrozumieć, że jest częścią większej całości.

Nie wszystko, co najważniejsze, można przekazać w formie instrukcji.

Można nauczyć się teorii muzyki, a mimo to nie rozumieć, dlaczego pewna melodia porusza człowieka do głębi. Można przeczytać o relacjach, a nadal nie umieć uważnie słuchać. Można poznać wszystkie etapy wzrostu rośliny, a nie rozwinąć w sobie cierpliwości potrzebnej do jej pielęgnowania. Informacja może wskazać drogę, ale nie przejdzie jej za nas.

 

I być może właśnie tutaj znajduje się jedna z najważniejszych różnic między gromadzeniem wiedzy a dojrzewaniem do mądrości. Wiedza pozwala nam coraz lepiej rozumieć mechanizmy świata. Mądrość pomaga nam zastanowić się, jak z tej wiedzy korzystać. Uczy rozpoznawać proporcje, dostrzegać konsekwencje, odróżniać to, co możliwe, od tego, co rzeczywiście służy życiu. Nie jest przeciwieństwem nauki ani rozumu. Przeciwnie, potrzebuje ich, ale nie ogranicza się do nich. Wymaga również doświadczenia, uważności, pokory i gotowości do przyznania, że nie wszystko potrafimy przewidzieć.

 

W świecie sztucznej inteligencji to rozróżnienie może nabierać szczególnego znaczenia. Narzędzia, które tworzymy, coraz sprawniej analizują ogromne ilości danych, rozpoznają wzorce i pomagają nam rozwiązywać problemy. Mogą wspierać edukację, naukę, medycynę i twórczość. Mogą otwierać drzwi, które wcześniej pozostawały zamknięte. Nie widzę powodu, by z góry odrzucać te możliwości.

 

Warto jednak pamiętać, że umiejętność uzyskania odpowiedzi nie jest tym samym co zdolność zadania właściwego pytania. A nawet najlepsza odpowiedź nie zwalnia człowieka z myślenia, oceny i odpowiedzialności. Technologia może pomóc nam zrozumieć wiele zjawisk, ale nie powinna odbierać nam potrzeby samodzielnego poznawania świata. Może wspierać nas w podejmowaniu decyzji, ale nie musi przejmować odpowiedzialności za ich skutki.

Być może więc im bardziej zaawansowane stają się nasze narzędzia, tym ważniejsze staje się pytanie o to, jakiego człowieka chcemy dzięki nim rozwijać.

Czy takiego, który potrafi szybko odnaleźć odpowiedź, czy również takiego, który umie cierpliwie obserwować? Czy takiego, który ma dostęp do ogromnej ilości informacji, czy również takiego, który potrafi odróżniać wiedzę od przypuszczeń? Czy takiego, który potrafi posługiwać się nowoczesnymi technologiami, czy również takiego, który nie utracił zdolności do bezpośredniego kontaktu z drugim człowiekiem i otaczającą go przyrodą?

 

Nie musimy wybierać pomiędzy jednym a drugim. Możemy korzystać z osiągnięć współczesności, a jednocześnie pielęgnować umiejętności, które rozwijały się przez pokolenia. Możemy uczyć dzieci programowania, nie zapominając o tym, by pozwalać im budować, sadzić, malować, śpiewać, doświadczać ruchu i spędzać czas na świeżym powietrzu. Możemy korzystać z cyfrowych bibliotek, a jednocześnie odwiedzać starszych ludzi, słuchać ich opowieści i pytać o to, czego nauczyło ich życie. Możemy dokumentować tradycje, a zarazem sprawiać, by nadal były praktykowane, zamiast pozostawać jedynie zapisem przeszłości.

 

Pamięć o przodkach nie polega wyłącznie na przechowywaniu ich historii. Polega również na zdolności dostrzeżenia, co z ich doświadczenia nadal może być dla nas żywe i wartościowe.

Nie wszystko, co stare, jest mądre. Nie wszystko, co nowe, jest lepsze. Potrzebujemy umiejętności rozróżniania, a nie bezrefleksyjnego przywiązania do przeszłości czy zachwytu nad przyszłością. Tradycja nie powinna być więzieniem, podobnie jak postęp nie powinien stawać się obowiązkiem nieustannego odrzucania tego, co było przed nami. Możemy sięgać po dawne doświadczenia, poddawać je refleksji, konfrontować z aktualną wiedzą i wybierać to, co pomaga nam żyć bardziej świadomie.

 

W tym wszystkim szczególnie ważna wydaje mi się nasza relacja z ziemią. Przez długi czas człowiek był bezpośrednio zależny od rytmu przyrody. Pory roku wyznaczały wiele codziennych czynności, a obserwacja pogody, gleby, roślin i zwierząt była częścią praktycznej wiedzy o świecie. Współczesne życie pozwala nam w dużej mierze uniezależnić się od tych rytmów. Możemy kupować żywność przez cały rok, pracować o dowolnej porze i spędzać większość dnia w przestrzeniach, w których zmiany pór roku pozostają niemal niezauważalne.

 

To ogromna zmiana, ale warto zapytać, co wraz z nią tracimy. Czy nadal czujemy, że jesteśmy częścią przyrody, czy coraz częściej patrzymy na nią jak na tło naszego życia? Czy dostrzegamy, że ziemia nie jest wyłącznie przestrzenią, którą możemy zagospodarować, lecz żywym środowiskiem, od którego zależy nasze istnienie? Czy potrafimy jeszcze doświadczać cykliczności, akceptować czas potrzebny na wzrost i rozumieć, że nie wszystko, co wartościowe, można przyspieszyć samą siłą woli?

 

Kontakt z naturą przypomina nam o czymś, co w świecie technologii łatwo przeoczyć: życie ma własne tempo. Nasiono potrzebuje czasu, by wykiełkować. Drzewo nie urośnie szybciej tylko dlatego, że bardzo nam na tym zależy. Relacja nie powstanie od samego wysłania wiadomości. Zaufania nie da się pobrać ani zainstalować. Niektóre rzeczy wymagają obecności, cierpliwości i powtarzalności. Ich wartość nie polega na szybkości osiągnięcia rezultatu, ale na procesie, który prowadzi do jego powstania.

 

Może dlatego tak ważne jest, byśmy nie pozwolili, aby tempo narzucane przez technologię stało się jedynym tempem naszego życia. Wiedza przodków może być w tym sensie nie tyle zbiorem dawnych umiejętności, ile przypomnieniem o pewnym sposobie bycia w świecie. O uważności na to, co bliskie. O szacunku dla materiałów, narzędzi, ziemi i ludzkiej pracy. O współzależności, która sprawia, że żadna wspólnota nie może istnieć wyłącznie dzięki indywidualnym osiągnięciom. O pamięci, że otrzymaliśmy wiele rzeczy, których sami nie stworzyliśmy, i że również od nas zależy, co przekażemy dalej.

 

Nie musimy odtwarzać życia naszych przodków, by zachować z nim więź. Możemy odnaleźć własne sposoby pielęgnowania tego, co w ich doświadczeniu pozostaje ważne. Możemy tworzyć ogrody, w których dzieci uczą się cierpliwości. Możemy organizować spotkania, podczas których ludzie dzielą się umiejętnościami. Możemy przywracać znaczenie rzemiosłu, muzyce, lokalnym opowieściom i wspólnemu działaniu. Możemy uczyć się od starszych, nie odbierając młodszym prawa do tworzenia nowych rozwiązań. Możemy korzystać z technologii po to, by dokumentować ginące tradycje, łączyć ludzi i przekazywać wiedzę, która inaczej mogłaby zniknąć.

 

Wspólnota nie musi być przecież przeciwieństwem nowoczesności. Może być przestrzenią, w której to, co dawne, spotyka się z tym, co nowe, a doświadczenie jednego pokolenia staje się inspiracją dla kolejnego. Warunkiem jest jednak to, byśmy nie sprowadzili wspólnotowości do samej komunikacji. Możemy być połączeni z tysiącami ludzi i jednocześnie nie znać swoich sąsiadów. Możemy codziennie wymieniać wiadomości, a nie mieć nikogo, z kim moglibyśmy wspólnie coś zbudować, naprawić, zasadzić albo po prostu usiąść i porozmawiać. Wspólnota rodzi się nie tylko z tego, że mamy ze sobą kontakt, ale z tego, że jesteśmy gotowi współtworzyć coś, co ma znaczenie również dla innych. Potrzebuje zaufania, wzajemności i odpowiedzialności. Potrzebuje przestrzeni, w której człowiek nie jest wyłącznie odbiorcą usług, informacji czy gotowych rozwiązań, lecz może wnosić własne doświadczenie i czuć, że jest potrzebny.

 

W tym właśnie miejscu spotykają się korzenie i przyszłość. Korzenie nie są po to, by zatrzymać drzewo w przeszłości. Są po to, by mogło wzrastać. Dają mu oparcie, dzięki któremu może rozwijać nowe gałęzie, sięgać coraz wyżej i przetrwać zmieniające się warunki. Podobnie może być z człowiekiem i wspólnotą. Znajomość własnej historii nie musi ograniczać naszej przyszłości. Może dawać nam punkt odniesienia, dzięki któremu nie będziemy musieli bezrefleksyjnie podążać za każdą nową możliwością.

 

Właśnie w takim rozumieniu bliskie jest mi to, co współtworzymy w ramach URS. Nie jako odwrót od współczesnego świata, ale jako poszukiwanie takiego sposobu bycia w nim, który pozwala zachować własną podmiotowość, pamięć, więź z naturą i odpowiedzialność za wspólną przestrzeń życia. Suwerenność nie musi oznaczać izolacji ani zamknięcia się na to, co nowe. Może oznaczać zdolność do świadomego czerpania z różnych źródeł, bez utraty własnych korzeni i bez oddawania innym odpowiedzialności za to, kim jesteśmy i jaki świat współtworzymy.

 

Ważne jest, abyśmy nie zatrzymali się na samym mówieniu o wolności, suwerenności czy powrocie do korzeni. Te słowa nabierają znaczenia dopiero wtedy, kiedy zaczynają znajdować odzwierciedlenie w codziennym życiu: w relacjach, w sposobie podejmowania decyzji, w tym, jak traktujemy ziemię, jak wychowujemy dzieci, jak dzielimy się wiedzą i czy potrafimy budować więzi wykraczające poza własne interesy. Wspólnota nie powstaje przecież dlatego, że ludzie posługują się tymi samymi pojęciami. Powstaje wtedy, kiedy są gotowi wziąć odpowiedzialność za coś, co ich łączy, choć każdy z nich pozostaje odrębnym człowiekiem.

 

URS to przestrzeń, w której takie pytania mogą wybrzmiewać i prowadzić do działania. Przestrzeń, w której warto szukać odpowiedzi na to, jak łączyć niezależność jednostki z troską o wspólnotę, jak korzystać z osiągnięć współczesności, nie tracąc kontaktu z tym, co pierwotne, oraz jak przekazywać kolejnym pokoleniom nie tylko informacje, ale również umiejętność samodzielnego myślenia, doświadczania i odpowiedzialnego współtworzenia rzeczywistości.

 

Nie wiem, jak będzie wyglądał świat za kilkadziesiąt lat. Wiem jednak, że chciałabym, aby dzieci, które w nim dorosną, potrafiły nie tylko poruszać się w cyfrowej rzeczywistości, lecz także rozumieć świat, którego nie da się sprowadzić do ekranu. Aby znały możliwości technologii, ale nie zapomniały o możliwościach własnych rąk, wyobraźni, zmysłów i współpracy. Aby potrafiły szukać odpowiedzi, a jednocześnie nie utraciły ciekawości, która każe im zadawać pytania. Aby wiedziały, że przyszłość można projektować, ale życie trzeba również przeżywać.

 

Być może właśnie dlatego potrzebujemy dziś zarówno nowoczesnych narzędzi, jak i mądrości, która pozwala korzystać z nich świadomie. Potrzebujemy wiedzy, ale również doświadczenia. Niezależności, ale także wzajemności. Pamięci o przeszłości, ale bez lęku przed przyszłością. Potrzebujemy wspólnot, w których człowiek nie musi rezygnować z siebie, aby być częścią czegoś większego, i w których troska o wspólne dobro nie jest przeciwieństwem osobistej wolności.

 

Nie chodzi o wybór między korzeniami a algorytmami. Chodzi o to, byśmy, rozwijając nowe możliwości, nie zapomnieli, co czyni nas ludźmi i za co jesteśmy odpowiedzialni.

 

Korzenie nie ograniczają wzrostu. Dają mu sens, kierunek i możliwość przetrwania. A przyszłość, którą warto tworzyć, to taka, w której możemy sięgać po to, co nowe, nie tracąc więzi z tym, co nas ukształtowało.

 

Pamiętajmy, że im dalej chcemy sięgać, tym ważniejsze staje się to, z czego wyrastamy.

 

A. 

 

 

 

Unia Rdzennych Suwerenów

 

Unia Rdzennych Suwerenów (URS) 2024.

Wszystkie prawa zastrzeżone